Ryszard Klein

Ryszard Klein

Spróbuj kiedyś opisać własne życie. Spróbuj podsumować siebie. To bardzo ciekawe doświadczenie i nie trzeba do tego wiele czasu.

Pisząc własny życiorys czułem się, jakbym stanął na końcu drogi. Jakbym bezpowrotnie zamykał jakąś bardzo mi bliską, a jednocześnie odległą przestrzeń. Nie obyło się bez łez. Kiedyś nie potrafiłem płakać, teraz nie muszę się już tego uczyć. Łzy, które nie są goryczą, mają posmak ekstazy.

Gdy przyglądam się temu co napisałem, myślę z przerażeniem, jak wiele musiałem się nabiegać, by dotrzeć do Ciszy serca. Teraz zajmuję się już tylko tym, żeby się spełniać. Mój stan porównać można do stanu zadziwienia, jakie daje uczucie Obecności Jam Jest. Dalekim echem tej obecności jest pytanie, na które nie ma odpowiedzi: Kim Jestem?

Zapraszam do mojego życia. To zwykła telenowela, jak każda inna. Uprzedzam jednak, to tylko mój punkt widzenia, zapewne każdy członek mojej rodziny nakreśliłby zupełnie inny scenariusz.

Po burzliwej młodości i zamknięciu marzeń o posłudze kapłańskiej, wstąpiłem w związek małżeński. W tym czasie ukończyłem Akademię Muzyczną w Katowicach, a później, już w dojrzałym wieku, Śląską Wyższą Szkołę Zarządzania. Moje życie osobiste, to liczna rodzina. Wokół niej toczyło się całe moje zabieganie związane z wychowaniem i jej utrzymaniem. Dzieci uczestniczyły w zasadzie we wszystkich moich przedsięwzięciach. Prowadziłem zespoły muzyczne, działalność charytatywną, organizowałem koncerty, festiwale. Uczyłem w szkole, kierowałem instytucjami kultury, grałem w kościele na organach i dawałem prywatne lekcje gry na fortepianie i gitarze, Wielokrotnie udawało mi się łączyć młodzież z wszystkich instytucji, w których pracowałem w jednym artystycznym przedsięwzięciu. Te pozornie różne sfery łączyła jedna – w zasadzie towarzysząca mi od dzieciństwa – pasja poszukiwania Prawdy Życia. Pomiędzy zmaganiami codzienności i ciągłym pośpiechem, tliła się nutka duchowych poszukiwań i religijnych rozterek. Pracując w kilku miejscach jednocześnie, (a wcześniej było jeszcze dziesięć lat pracy w kopalni i służba w Marynarce Wojennej) myślałem sobie, żartując: Gdybym tak dodał wszystkie te lata, jako oddzielne miejsca pracy, wraz ze studiami, kursami i stopniami zawodowymi nauczyciela – przekroczyłbym zapewne 100 lat życia. Chyba to właśnie docenił Prezydent Rzeczypospolitej honorując całokształt mojej działalności Złotym Medalem za Długoletnią Służbę i Brązowym Krzyżem Zasługi.

W końcu zrezygnowałem z kariery zawodowej, by całkowicie oddać swoim pasjom. Moja pierwsza książka „CISZA. Esencja naszego umysłu” została uznana za najlepszą książkę psychologiczną roku 2012, w plebiscycie zorganizowanym przez Wortal Granice.pl. Pozycję tę przetłumaczyła na język hiszpański moja siostra Irena Klein i wspólnie wydaliśmy ją w Argentynie. W roku 2013 wydałem książkę z audiobookiem zatytułowaną „JAM JEST”. Ta z kolei publikacja przełożona została na język angielski przez polską poetkę Marylę Rose, mieszkającą na stałe w Australii. W roku 2016 książka doczekała się drugiego wydania, a rok później „CISZA…” trzeciego w formie drukowanej i elektronicznej. W roku 2018 wydałem trzecią książkę „SPOJRZENIE BOGA. Bliźniacze Dusze”. Tematyka moich trzech książek – choć różna stylistycznie – spójna jest pod kontem rozwoju osobistego, dlatego objąłem ją ogólną nazwą: TRYPTYK Pokory, Spełnienia i Szczęścia.

Od czasu wydania pierwszej książki, moje życie uległo całkowitej przemianie. W tej części życia również owocnie uczestniczyły moje dzieci. Najwięcej satysfakcji przynosiły mi oczywiście te przedsięwzięcia, w których uczestniczyły wszystkie; Grażyna jako wokalistka i kompozytorka; Dawid artysta fotograf i filmowiec; Mateusz poeta, reżyser dźwięku i gitarzysta; Marek pianista i kompozytor; no i moje śpiewające wnuki: Marysia, Magdalena, Oliwia i Szymon.

Z takim bogatym zapleczem rozpocząłem działalność medialną: wywiady, spotkania autorskie, wykłady, artykuły do prasy oraz nagrania zamieszczane w YouTube. Wiele osób zaczęło się ze mną kontaktować, a z czasem przychodzić na spotkania. Sesje indywidualne, a później prowadzone przeze mnie warsztaty, przynosiły bardzo dobre wyniki, a dla mnie stały się bezcenną skarbnicą wiedzy o sobie i o życiu.

Oddzielny, bardzo istotny rozdział życia, to moje małżeństwo. Żona Maria, to mój największy nauczyciel. Cała moja uwaga koncentrowała się na tym związku, którego też nie potrafiłem zrozumieć. Właśnie ta relacja stała się motorem mojego działania i ciągłym poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie; Jaką cechę pokazuje mi lustrzane odbicie współmałżonki? Czego powinienem nauczyć się o sobie. Rozterki wynikające z całkowitego braku porozumienia, stały się powodem poszukiwań i pogłębiły mój pracoholizm. Zacząłem pisać książkę, układać wiersze, malować obrazy. Rzuciłem się w wir artystycznej działalności z młodzieżą. Organizowałem koncerty, spektakle słowno-muzyczne z własnymi tekstami. Nagrywałem płyty CD. Zdobywałem laury na szczeblu krajowym i międzynarodowym. Chodziłem namiętnie po górach, co zaowocowało legitymacją przodownika górskiego. Przede wszystkim zaś ciągle się uczyłem. Zgłębiałem Pismo święte, Klucz do Biblii, Historię filozofii, buddyzm, religioznawstwo, psychologię i moją miłość astronomię. Tłem tych zmagań było zapytanie; Jak to jest możliwe, że dwoje ludzi z gruntu pozytywnych, pragnących szeroko pojętego dobra, zupełnie inaczej postrzega życie i siebie nawzajem. Po wielu latach znalazłem odpowiedzi i przedstawiłem je w swoich książkach. Nie sposób odnaleźć odpowiedzi na życiowe dylematy bez głębokiego poznania samego siebie.

W ostateczności, w wielu 62 lat rozpocząłem nowe, samodzielne życie. Były to kolejne piękne, dynamiczne i burzliwe doświadczenia. Założyłem Centrum Rozwoju Osobistego Cisza. Zrezygnowałem z funkcji dyrektora Miejskiego Ośrodka Kultury oraz zwolniłem się z funkcji organisty w kościele. Podjąłem pracę nauczyciela gry na fortepianie (w prywatnej szkole muzycznej prowadzonej przez mojego syna Mateusza). Po pewnym czasie wszedłem w trwający do dziś związek, będący inspiracją licznych podróży i wydania trzeciej książki.

Całokształt moich doświadczeń osobistych, do tego sensacje zdrowotne (czerniak i różne stany nerwicowe), doświadczenia zawodowe i społeczne, (m.in. aktywna działalność w NSZZ Solidarność i jedna z pierwszych legitymacji członkowskich w Zabrzu) – wszystko to pozwoliło mi zbudować solidny fundament, na którym wspieram się do dzisiaj. Naturalność, spontaniczność i pogoda ducha zawsze były dla mnie probierzem właściwie przyjętej drogi życiowej. Nie chcę być własnym sędzią, dlatego z wielką pokorą i ostrożnością stwierdzam: Jestem szczęśliwy.

Na tej stronie zawarłem całe swoje życie.
Są tu materiały będące wynikiem wieloletnich doświadczeń i przemyśleń.
Zajrzyj proszę, zapraszam.
Może odnajdziesz tu ślady własnej drogi?
Może napiszesz do mnie i pójdziemy dalej razem?
Zapytasz, po co to robię?
Wszystko robimy dla siebie, chociaż najczęściej o tym nie wiemy.
Spełniam się w ten sposób i rozwijam.

Moja droga